czwartek, 14 kwietnia 2016

Rozdział XIX - Może jest jeszcze szansa ... , maybe one more chance?

     Parę tygodni po wyjściu ze szpitala David mógł już spokojnie ruszać swoimi dotychczasowo złamanymi kończynami na swojej nowej deskorolce. Sam zaproponował mi naukę, na którą się zgodziłam, gdyż uważałam, że będzie fajnie przeżyć nowe doświadczenie i mnóstwo siniaków.
        Spędziliśmy tam cały dzień, aż w końcu postanowiliśmy sobie usiąść i szczerze porozmawiać.
-"Posłuchaj Sylwia jest sprawa. Podoba mi się pewna dziewczyna, która parę razy dała sama sygnał, że chyba się jej podobam i chyba coś do niej czuję i nie wiem czy powinienem jej o tym powiedzieć. Co ty na to?" . Powróciły te motylki w brzuchu po pierwszej "randce". Czyżbym miała to być ja?.
-"No nie wiem. Chyba, że zaśpiewałbyś jej serenadę bądź urządził romantyczny piknik to na pewno by się zgodziła."
-"Masz rację będę mega romantyczny!"  wywrócił i zaczął mnie łaskotać. "Może mam jeszcze szansę" pomyślałam.
     Po paru dniach David zaprosił mnie do parku na bardzo ważną sprawę."Może to już teraz!" pomyślałam podekscytowana. Zauważyłam go siedzącego na ławce pod drzewem pełnym kolorowych kwiatów.
-"Cześć! To co to za ważna sprawa, którą chciałeś mi przekazać?" zapytałam się udając, że o niczym nie wiem.
-"Pamiętasz jak powiedziałaś mi o tym romantycznym pikniku?".
-"Tak!" już miałam zamiar go "udusić" ze szczęścia, gdy nagle usłyszałam kobiecy piskliwy głos.
-"Tutaj jesteś kotku!" przytuliła Davida i zaczęła się z nim przy mnie całować choćby chciała tym pokazać do kogo on należy.
-"A kto to?" zapytała się po skończeniu jego obcałowywania.
-"A tak. To jest Sylwia moja najlepsza przyjaciółka.Sylwia poznaj Karolinę moją dziewczynę". Nie wiem czemu, ale słowa te zabolały gorzej niż wbicie noża w serce.
-"O... To życzę wam powodzenia... Mam nadzieje, że będziecie szczęśliwi..." pożegnałam się z Davidem pocałunkiem w policzek i zwykłym suchym cześć z Karoliną, która jak najwyraźniej mnie nie lubi, gdyż możliwe, że wyczuła we mnie zagrożenie albo rywalkę? Cóż, ale jak to mówią nadzieja umiera ostatnia...

A few weeks after leaving the hospital, David couldn't longer safely move their hitherto broken limbs on his new skateboard. Sam offered me a teaching, which I agreed because I thought it would be fun to live a new experience and a lot of bruises.
        We spent the whole day there and finally decided to sit down and talk frankly.
- "Listen Sylvia is business. I like a girl who gave herself a couple of times a signal that perhaps her like me and probably something to it and I do not know if I should tell her about it. What do you say?" . They returned the butterflies in my stomach after the first "date". Do I have to be me ?.
- "I don't know. I guess that you singing her serenade or arranged a romantic picnic it certainly would have agreed."
- "You're right, I'm very romantic!" She capsized and began to tickle me. "Maybe I have a chance," I thought.
     After a few days, David invited me to the park on a very important matter. "Maybe it now!" I thought excitedly. I noticed him sitting on a bench under a tree full of colorful flowers.
- "Hey! What is this important thing you wanted to tell me?" I asked to pretend that I know nothing about it.
- "Remember how you told me about this romantic picnic?".
-"Yes!" I was about to get him "strangle" with happiness, when suddenly I heard a woman's shrill voice.
- "There you are baby!" David hugged and started him at kissing me even wanted this show to whom it belongs.
-"Who is this?" she asked after finishing his obcałowywania.
- "And so. This is my best Sylwia , my best friends.Sylwia explore Karolina my girlfriend." I don't know why, but those words hurt worse than punching knife in the heart.

- "Oh ... That I wish you good luck ... I hope that you will be happy ..." I said goodbye to David a kiss on the cheek and ordinary dry honor of Caroline, who as apparently does not like me, because it's possible that she felt in me threat or rival? Well, but as they say, hope dies last ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz